piątek, 7 września 2018

PLUSY, dodatnie i ujemne, życia ekspackiego w USA



Kiedy wczesną wiosną 2017 roku zostało już  postanowione, że kolejnym przystankiem w naszej przygodzie będą jednak Stany, a nie Polska, poczułam mieszankę emocji. Wybuchową.
Z jednej strony był to lekki smutek, bo trochę chciałam już żeby to była Polska, żebym mogła wreszcie zakasać rękawy i zabrać się do roboty, realizując marzenia zawodowe, i odbijając się od roli li-tylko-matki-i-żonki, a stając się spełnioną kobietą sukcesu (miejmy nadzieję, że choćby niewielkiego). A z drugiej strony radość, bo mieliśmy wyjechać do kraju w pełni cywilizowanego, w którym żyć nam się mogło tylko łatwiej aniżeli w (pięknych, bo egzotycznych i kolorowych) Indiach.
Do tego miał to być "mitologiczny" niemal kraj, który chcą odwiedzić prawie wszyscy.

Kemping rodzinny z 4,5-latkiem. Yo!


Kilka dni temu udało nam się w końcu zapłacić, po zainstalowaniu (jednak, bo na ogół bronię się przed kolejnymi aplikacjami) aplikacji PayPal, za 1 noc na kempingu w najbliższy weekend - także jupiii jedziemy! A że pojedziemy ponad 3 godziny, bo to jezioro Tahoe, a czort jakoś daleko od nas leży, to postanowiliśmy jechać dzień wcześniej i spróbować się zrelaksować, zamiast skupiać na rozpakowywaniu i pakowaniu zaraz potem.
Ten wypad będzie wyjątkowy

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

HALF MOON BAY - odpalamy rowery! Wiosna idzie!

Mieszkamy w tej "słonecznej Kalifornii", a ja spędzam czas głównie pomiędzy domem, sklepami z marchewką, sklepami typu "wszystko po dolara" a tymi z używanymi sprzętami.. Te ostatnie lubię odkąd pamiętam, a tutaj to niemal raj na ziemi (prawie), bo są w nich nie tylko ubrania, ale i (a może przede wszystkim) WSZYSTKO inne. No, ale o tym może innym razem, dziś chcę się bowiem skupić na ostatnim weekendzie, zanim odejdzie w zapomnienie.
Były Święta Wielkanocne. A właściwie nadal są, toć to dziś Lany Poniedziałek! Choć mąż mój w pracy (ale jak wróci, to nie ujdzie mu to na sucho!). Piątek za to miał wolny, więc musiałam coś wymyślić, by zobaczyć coś innego niż co najwyżej ten sam sklep po raz n-ty. Poczuć tę Kalifornię troszeczkę.

czwartek, 22 lutego 2018

Niemrawe próby dzielenia kanapy (inaczej: couchsurfingu)

A zaczęło się od tego, że..
Ponieważ niebawem (a w każdym razie w przyszłości) pojawi się tutaj u nas zapewne moja rodzinka, zapobiegliwie puściłam w internecie zapytanie o możliwość przenocowania kątem u mieszkających w różnych miejscach Kalifornii rodaków. Będziemy chcieli (taki mam pomysł) korzystać z wszechobecnych tutaj podobno i bardzo modnych kempingów (nawet zakupiłam już materace, lampkę z wentylatorem, a zamierzam dokupić jakiś rodzinny namiot), jednak kąt u kogoś pod dachem to doświadczenie równie ciekawe, i może i wygodniejsze, od czasu do czasu. W zamian zaoferowałam kącik do przespania się u nas, gdyby ktoś był zainteresowany okolicami SF.
Otrzymałam jedną miłą propozycję noclegu w Pasadenie (nawet nie wiem, czy to nam będzie po drodze, ale czemu by nie..), ale niemal jednocześnie z innej strony dostałam też zapytanie o możliwość skorzystania z kawałka naszej podłogi. Napisał do mnie młody chłopak, który czekał jeszcze na potwierdzenie, czy do swojej krótkiej podróży za ocean dostanie dofinansowanie.
W efekcie od wczoraj gościmy Maćka, czy tam Macieja

czwartek, 8 lutego 2018

MISZCZE KUCHNI - najlepsza, bo z Indii, marynata do ryb



Nie wiem sama. Piszę tego mojego bloga-nie bloga z doskoku (za bardzo z doskoku), trochę dziecku memu ku pamięci o nas, trochę sobie ku nie zwariowaniu, a trochę sobie ku pisaniu, bo pisać lubię..
Jednak nie ma tu żadnej konsystencji (consistence po angielsku, ale matkobosko, przecież polska "konsystencja" to coś ZUPEŁNIE innego! niechże przyjdzie mi do głowy odpowiednie słowo, nim zatrzasnę z hukiem klapkę komputera, i nie wrócę do pisania już nigdy, bo słowa uciekają mi coraz bardziej..). O! Przyszło. KONSEKWENCJA. Więc nie ma jej tu zbytnio, bo blog, zauważam za każdym razem, stanowi o odwiedzanych krajach, o dziecięciu mym i jego ciągłym rozwoju, o uczuciach zupełnie nie do dzielenia się (choć i tak się hamuję..), a nawet - trzymajcie mnie - o gotowaniu!

piątek, 2 lutego 2018

Zimowe wirusy i inne atrakcje. POLSKA : USA

Zima. Kończy się. Ech, zimy żal. Ale pięknie, że tym razem w Polsce udało nam się liznąć trochę śniegu! Dla Fi to była taka atrakcja, że jak tylko spadło odrobinę i taras zasypała pokrywa śnieżna grubości 1 milimetra, był zachwycony i twierdził, że śniegu spadło bardzo dużo.

Morsko, styczeń 2018

Fi z kolegą u dziadziusia, styczeń 2018

Tymczasem właśnie kilka dni temu wróciliśmy z Europy, i stanęliśmy odziani w podwójne dżinsy, szaliki, kurtki i czapki zwisające z wszelkich wisiadełek przykurtkowych (jakoś trzeba się było spakować, nie ma to jak przemyt na potrójną cebulkę!) twarzą w twarz z

niedziela, 30 lipca 2017

STARE vs NOWE .. (czy nic w przyrodzie nie ginie?)

Więc to już teraz, zaczynam czuć nóż na gardle.. a pakowanie musi ulec przyspieszeniu..
Wedle ostatnich doniesień został nam tutaj w Indiach jeszcze tylko niespełna tydzień. Potem co prawda nie opuszczamy tak od razu Indii, ale - i tu niespodzianka, bo miało być zupełnie inaczej