Po 5,5 latach od pojawienia się na świecie i przejechania pociągami, samochodami, rowerami i samolotami 3 kontynentów (no dobrze, ich małych fragmentów), nasz Bąk idzie do szkoły. Do SZKOŁY. Już nie do pre-school, nie do pięciolatków, ale do K, czyli Zerówki, która jest tu przybytkiem na terenie szkoły. No dobra, jako że mam do tego bardziej tradycyjne podejście, które przywlokło się za mną z dawnych lat, to ja osobiście zerówkę nadal traktuję jak przedszkole, a nie szkołę. A może to tzw.wyparcie? bo przecież dziecko takie małe, ja taka młoda, i do tego nadal mam przerwę w pracy, no to szkoła ni w ząb tu nie pasuje. Ale jednak szkoła. Obowiązkowa.
